Czy nie masz wrażenia że 

Odkąd Ty i Ja to My
Znajomym do nas za daleko
I jakoś dziwnie nie po drodze?

Być może to dlatego że
Zwykliśmy spacerować nago
A oni od rana do nocy
Zapięci pod samiutką szyję?

Dzień spędzam sprawdzając czy
Woda w czajniku gorąca
Układam kompozycje z ciastek
O grzewam dłońmi filiżanki

Ty zrezygnowałeś z pracy
I prawie nie wychodzisz z domu
P rzecież któryś z twoich przyjaciół
Może potrzebować nerki...


Fantastycznie elokwentni
Płodzimy złote myśli
Przesadnie dowcipni
Na granicy śmieszności
Z łatwością znajdujemy
Szlacheckie korzenie
Nawet jeśli błękitu
We krwi jedna kropla

Toaleta jest miejscem
Do którego nie chadzamy
Nie zdarza nam się jadać
Więc nie wydalamy
Jedyni na ziemi
Gazów nie puszczamy
Nie miewamy problemów
Z przemianą materii

Zawiść jest nam obca
My z sercem na talerzu
W drodze do kościoła
Garbusowi grosz rzucamy
Kochamy wszystkie dzieci
Wszystkie dzieci nasze
Płaczemy nad losem
Źle traktowanych zwierząt

Początek miłości
To czas udawania
Że wszystko co ludzkie
Jest nam obce